Cytrynowożółte promienie porannego słońca niestrudzenie przebijały się przez zabrudzone szyby dużego okna, padając prosto na twarz, pogrążonego we śnie, blondyna. Rozczochrane płowe włosy, odbijające ciepłe promienie sprawiały wrażenie aureoli, która nadawała opalonej, jeszcze nie męskiej ale już nie chłopięcej twarzy, dziecięcego uroku. Senną harmonię zakłócały jedynie zmarszczone gniewnie brwi i mocno zaciśnięte powieki, które za nic nie chciały jeszcze rozstawać się z ostatnią mgiełką nocnej wizji.
- Naruto, pobudka! – Zza oklejonych rysunkami drzwi, rozległ się nieco ochrypły głos. Walczące niestrudzenie powieki poddały się pod jego wpływem, ukazując, zamglone lecz już błyszczące psotnie, lazurowe tęczówki. – Ja już wychodzę!